Lato w teatrze
Teatr Bagatela
edycja 2013

 

Idea projektu

Lato w teatrze w Bagateli

Prowadzący warsztaty

Patroni medialni i sponsorzy

Strona główna

 

Blog:

19 lipca

Zapraszamy do oglądania zdjęć z prób oraz promocji spektaklu na ulicach Krakowa

 

Głos to podstawa

Z kompozytorem, Arturem Sędzielarzem rozmawia Agnieszka Szczurek

Jaki instrument według Pana jest najbardziej teatralny?

Według mnie – fortepian. Można z niego wydobyć różne kolory a przy okazji daje pełnię i bogactwo brzmienia. Dzięki temu może stanowić oprawę tekstów wygłaszanych ze sceny, na przykład tych przywołanych w drugiej części naszego spektaklu. Dzięki fortepianowi wyczarowujemy różne odbicia, brzmienia. Dzięki niemu możemy zilustrować to, co się dzieje na scenie, nawet jeśli, jak w naszym przypadku, używamy rapu. Jednak w dzisiejszym teatrze jest jeszcze jeden taki uniwersalny instrument. Nazywa się "dobry komputer". Kiedy posiadamy dobre programy muzyczne staje się wtedy dla nas katalogiem różnych świetnych pomysłów. Albo księgą-zbiorem tak zwanych gotowców. Wiem, że z jego pomocą dziś najczęściej robi się muzykę w teatrze. Poskładanie pewnych dźwięków ze sobą w komputerze to też umiejętność, która powinna kształtować człowieka robiącego muzykę do spektaklu. Jednak te gotowce są poniekąd sztuczne, plastikowe... A przecież sztuka to coś głębszego. Dlatego więc pozostanę przy fortepianie.

Powiedział Pan w pierwszym dniu zajęć "Lata w teatrze", że to właśnie głos jest najlepszym instrumentem. A jeżeli miałby Pan wybrać inny instrument, jaki to byłby?

Tak, głos to doskonały instrument. Dzięki niemu można wydobyć z siebie emocje, można z jego pomocą śpiewać, mówić… Na pewno w hierarchii ważności instrumentów muzycznych zajmuje bardzo istotną pozycję. Jednak trudno sobie wyobrazić, że naturalnym, niewzmocnionym, nieprzetworzonym głosem moglibyśmy zrobić cały spektakl. Chociaż podjęliśmy taką próbę na naszych warsztatach, staraliśmy się oprawić głosem wiele scen. Wydaje mi się, że ostatecznie wyszło to dosyć ciekawie. Wspominałem już o głosie i o fortepianie, to może teraz powiem o orkiestrze. Tworzące ją instrumenty tworzą jeden organizm. Mamy w niej całą paletę barw, dzięki, której możemy kreować różne melodie, wydobywać najlepsze brzmienia. Jeżeli jednak mówimy o muzyce w teatrze, to raczej ciężko nam sobie wyobrazić, że postawilibyśmy za kulisami wieloosobową orkiestrę, która zrobiłaby nam muzykę do spektaklu. Nie mając prawdziwej orkiestry, trzeba ją stworzyć z aktorów.

A czy grał Pan kiedyś w orkiestrze lub gra Pan w jakimś zespole muzycznym?

Tak, gram swoim głosem, czyli śpiewam w chórze. Dzięki temu kreuję różne emocje. Jak już mówiłem, glos to też jakby instrument, tak więc muszę dopasować się tym instrumentem do chóru. Grałem również w orkiestrze, kiedyś, gdy uczyłem się w szkole średniej gry na klarnecie. Dowiedziałem się też, jaka to przyjemność pracować małymi cząstkami składowymi na duży efekt muzyczny. Wygląda to trochę tak, jak budowanie spektaklu z małych scenek, tworzenie z gry i zadań poszczególnych aktorów większej całości. Oczywiście gra solowa bardziej wyzwala emocje, ale bycie częścią zespołu również ma swoje zalety. Jeżeli ja wychodzę na scenę sam to tylko ode mnie i moich umiejętności zależy czy będzie sukces czy klapa. W tym znaczeniu, że to ja odbieram to, co wykreowałem. Tymczasem w zespole końcowy rezultat zależy od każdego z jego członków. To gwarantuje duże emocje, wewnętrzne spięcia, ale finałowy efekt potęguje się.

Swego czasu Jean Michel Jarre, nagrał płytę "Muzyka dla supermarketu", wydał ją tylko w jednym egzemplarzu, sprzedał a potem zniszczył taśmę matkę i dziś nikt nie wie, jak ona brzmiała. Jak wyglądałaby Pana ścieżka dźwiękowa dla supermarketu?

Pewnie zrobiłbym tak samo. Wykonałbym zlecenie i nie wracał do tego. Bo podejrzewam, że był to zabieg czysto komercyjny. Ktoś zaproponował panu Jarre jakieś honorarium za zrobienie tej muzyki i on się oczywiście zgodził. Stworzył co trzeba a potem już nie chciał przywiązywać jakiejś specjalnej wagi do czegoś, co ma być tylko w tle podczas kupowania jogurtu. Wiedział, że ta robota jest tylko dla pieniędzy. Czasem artyści robią coś tylko dla zysku albo by zwyczajnie mieć na chleb a tak naprawdę realizują się gdzieś w formach niszowych, mniej popularnych. No, ale takie jest życie.

Ale jaka byłaby forma i zawartość tej Pana ścieżki dźwiękowej?

Myślę, że byłby to jakiś gotowiec, który wziąłbym z jakiegoś urządzenia, programu pisania muzyki, bo teraz w łatwy sposób można napisać wiele utworów właśnie w takim stylu. Takie są potrzeby tak zwanego rynku. Ciężko mi sobie wyobrazić, że ktoś pisze symfonię na wielką orkiestrę, śpiewa w niej chór a potem to się puszcza w hipermarkecie gdzieś w tle. Po pierwsze: to jest to mało popularna muzyka, po drugie: koszty nagrania takiej muzyki pewnie przewyższałyby możliwości zamawiającego.

A czy byłoby to szybkim tempie czy wolnym?

Raczej spokojne, takie coś w tle...

 

Całkowity brak tremy

Rozmowa z Angeliką Hrabia 11-letnią, najmłodszą aktorką przedstawienia "Efekt motyla"

Patrycja Mitera: Jak się dowiedziałaś o warsztatach w ramach projektu Lato w Teatrze?

Angelika Hrabia: U nas w Siemasze pani Marta prowadząca zajęcia plastyczne zachęcała mnie do udziału w tych warsztatach i tak to się zaczęło.

Co Cię najbardziej zaskoczyło podczas tych warsztatów?

Że mam tak dużo zadań oraz to, że mam tak wielu nowych przyjaciół.

Na czym polegają twoje zadania sceniczne?

Gram rolę reżysera w scenach castingowych, kowbojkę na Dzikim Zachodzie oraz tańczę w etiudzie z parasolkami.

Jak to się stało, że dostałaś tak odpowiedzialną rolę reżysera?

Jestem bardzo aktywna i reżyser stwierdził, że jestem odpowiednią osobą do tej roli.

Która z postaci w które się wcielasz podoba Ci się najbardziej?

Wszystkie role mi się podobają, nie ma tak, że jedna jest lepsza, a druga gorsza.

Nie masz żadnych problemów z wcieleniem się w postać reżysera, który w tej etiudzie jest starszym, trochę złośliwym mężczyzną? A może jesteś po prostu sobą?

W jednych scenach jestem sobą, a w innych staram się, aby wszystko co robię, było jak najbardziej realne.

Podejmujesz negocjacje z reżyserem, jeżeli coś Ci się nie podoba?

Tak, "prostestuję" na przykład wtedy, gdy nie umiem wczuć się w jakąś postać lub sprawnie jej zagrać.

A jak wygląda taki Twój "prostest"?

Po prostu tłumaczę panu Darkowi, na czym polega problem, bo nie mogę powiedzieć: "Nie, nie chcę tego zrobić", przecież nie jestem tu z przymusu, żeby tak wydziwiać. Muszę wykorzystać szansę, jaką tutaj dostałam.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze?

Myślę, że przejście ze sceny, gdzie gram bardzo groźną rolę reżysera do sceny, w której muszę być bardzo delikatna.

Nie wydaję Ci się, że jesteś maskotką tej grupy?

Pewnie trochę tak jest, bo tak jak motyl siada na jednym kwiatku i zaraz odlatuję na inny, ja biegam od osoby do osoby. Przytulamy się i wygłupiamy.

Czym jest dla Ciebie supermarket czyli hasło-temat waszego-naszego przedstawienia?

Supermarket to sklep, w którym ciągle robi się zakupy.

A jak powiązać supermarket z efektem motyla?

Wchodzimy do sklepu, wybieramy rzeczy, wychodzimy i tak w kółko… A przecież motyl też na okrągło "zamyka i otwiera" swoje skrzydła.

Czy będąc w galerii handlowej zwracasz uwagę na innych ludzi?

Tak, zwracam uwagę na ich styl ubierania i zachowanie.

Co się robi w galerii handlowej jak się nie robi zakupów?

Ogląda się ciuchy, idzie się na lody, siedzi się np. przy fontannie i plotkuje z koleżankami.

Czego się nauczyłaś podczas tych warsztatów?

Wyrozumiałości, cierpliwości i wytrwałości.

Do premiery spektaklu pozostały dwa dni, odczuwasz w związku z tym tremę?

Nie, bo jestem pewna siebie, odważna i nie mam się czym denerwować.

Co najgorszego może stać się podczas premiery?

Myślę, że zapomnienie tekstu, jest jedną z takich rzeczy.

Co jest najważniejsze w grze na scenie?

Pewność siebie, brak tremy.

Kto jest najważniejszy w teatrze?

Reżyser jest bardzo ważny, jednak to aktorzy są najważniejsi.

Miałaś już jakieś doświadczenie z aktorstwem?

Nie, jeszcze nie miałam takiej okazji, aby stanąć na wielkiej scenie i po prostu zagrać. To będzie mój pierwszy raz.

Czego oczekujesz po zakończeniu tego projektu?

Oczekuję tego, że wszyscy będą zadowoleni, i aktorzy i reżyser, ale także co najważniejsze - publiczność. Bo ona jest najważniejsza.

 

 

 

Marzenia źródłem inspiracji i siły

Wywiad z Dagmara Jędrzejczyk, aktorką spektaklu "Efekt motyla"

Andrzej Chachlowski: Jaką grupę i z jakiego względu wybrała Pani podczas tych warsztatów?

Dagmara Jędrzejczyk: Aktorską. Ponieważ zawsze chciałam wystąpić na scenie. Moją pasją

jest realizowanie swoich marzeń. A jednym z nich było wystąpienie na scenie chociaż raz w życiu.

A: Czy wiąże Pani swoją przyszłość z aktorstwem?

Myślę że nie, gdyż nic mnie do tego nie ciągnie.

Czy chodzi Pani do teatru?

Zazwyczaj, jeśli mogę.

Ma Pani jakiś swój ulubiony gatunek teatralny? Farsy? Widowiska komediowe? Dramaty społeczne?

Lubię oglądać komedie i tragedie.

Dlaczego akurat dwa tak odmienne od siebie style?

Dzięki tragediom, patrzeniu na nieszczęścia bohaterów mogę zobaczyć, że ja mam w życiu lepiej i to zdecydowanie poprawia mi humor. Na komediach po prostu lubię się pośmiać. To też poprawia mi humor.

Jaki jest tytuł Pani ulubionego spektaklu?

Nie wiem, nie mam. Nie pamiętam.

Czy ma Pani swojego ulubione aktora?

Nie mam.

Ulubiony reżyser?

Znam tylko jednego: Dariusza Starczewskiego, który pracuje z nami na tych warsztatach…

Co Pani o nim sądzi? Czy odpowiadają Pani jego metody pracy z młodzieżą?

Myślę że jest dobrym reżyserem. Ma teatralny zapał, jest chętny do współpracy z młodzieżą i mam nadzieję, że nie męczy go szkolenie amatorów, takich jak my. Podziwiam go za to,

że uwierzył w nas i w to, że można zrealizować spektakl dwóch tygodni – bez żadnego wstępnego scenariusza i planu. To chyba jest akurat bardzo trudne.

W związku z tym, odpowiadają mi jego metody: jest człowiekiem wyluzowanym, ale z drugiej strony nie pozwala sobie na chamskie zachowania wobec uczestników nie wykonujących jego poleceń. Umie dotrzeć do młodzieży ze swoim przekazem. Dla mnie jego metody są bardzo pouczające.

Jak się Pani czuje w tym aktorskim towarzystwie?

Bardzo dobrze! Lubię poznawać nowe osoby z Siemachy i nie tylko. Raczej dogaduję się z ludźmi. Owszem, są jakieś negatywne zachowania, ale w sumie jest dobrze.


^ do góry