Lato w teatrze
Teatr Bagatela
edycja 2013

 

Idea projektu

Lato w teatrze w Bagateli

Prowadzący warsztaty

Patroni medialni i sponsorzy

Strona główna

 

Blog:

17 lipca

Komizm pomaga tragedii

Z reżyserem i aktorem Dariuszem Starczewskim rozmawia Agnieszka Szczurek

Dlaczego aktor zostaje reżyserem?

Jest to naturalna część jego rozwoju jako artysty. W moim przypadku "pójście w reżyserię" jest rezultatem pragnienia by w większym stopniu panować nad akcją na scenie. Jest to trudne, wiąże się z tym większa odpowiedzialność, ale jednocześnie zyskuję poczucie, że mówię coś naprawdę własnym głosem. Proces tworzenia teatru poznawany od tych dwóch stron pomógł mi potem i dalej pomaga w wielu aktorskich decyzjach. Mogłem spojrzeć inaczej na swoje aktorstwo i jednocześnie potrafiłem już zrozumieć niektóre decyzje reżyserów, z którymi pracowałem. Aktor musi chcieć zrozumieć intencje reżysera, nawet jeśli czasami to się długo nie udaje. Reżyserzy też odczuwają stres przed spotkaniem z aktorami. Idealna sytuacja istnieje wtedy, gdy aktor i reżyser są dla siebie partnerami. Pierwszy nie czuje zagrożenia, a drugi nie ma poczucia, że jest nieustannie sprawdzany. W teatrze musi istnieć zaufanie i wzajemna pomoc.

Wspomniał nam Pan na pierwszych zajęciach naszego programu, że był Pan na studiach prawniczych, z których Pan zrezygnował. Co sprawiło, że zmienił Pan studia?

W tym moim "studenckim eksperymencie prawniczym" najbardziej podobały mi się wyjęte wprost z amerykańskiego systemu prawnego mowy wygłaszane do ławy przysięgłych. Kiedy zorientowałem się, że w naszym sądownictwie nie istnieje instytucja ławy przysięgłych i tych fascynujących, znanych z filmów i seriali telewizyjnych mów nikt nie wygłasza rozczarowałem się. Bycie prawnikiem w Polsce nie polega na krasomówstwie i popisach oskarżycieli i obrońców na otwartych dla publiczności rozprawach sądowych. Codziennością jest suchy prawniczy język, który może być ciekawy, ale przecież nie o to mi chodziło, żeby studiować język. Męczyłem się na tych studiach.

Nie było Panu trudno zmienić studiów, nie wahał się Pan?

Nie wahałem się, bo nie byłem w stanie dalej się uczyć, po prostu cały organizm mówił mi: "Nie!" Okoliczności prawie półprzypadkowe spowodowały, że gdzieś nagle poznałem coś innego i wybrałem kierunek artystyczny. Im dłużej szedłem tą drogą, tym bardziej byłem pewny, że prawo absolutnie nie jest moją dziedziną. Jednak studia prawnicze rozwinęły mnie intelektualnie. Aktor, moim zdaniem, nie powinien być ignorantem. Czytanie książek, myślenie mu nie zaszkodzi.

Pana pierwszym zespołem artystycznym była Grupa Rafała Kmity, pokazywaliście głównie spektakle kabaretowe. Skoro teraz gra Pan role poważne, czy pomaga Panu jakoś poprzednie wcielenie komika?

Bardzo. Uważam, że tamto doświadczenie daje mi dziś zdrowy dystans do siebie. Nie wstydzę się zbłaźnić, zrobić z siebie głupiego na scenie. Nie bronię ról w ten sposób, że staram się je "nosić dostojnie". W kabarecie zaczynaliśmy sami, tak jak wy tutaj, na waszych warsztatach – od zera. Nie wiedzieliśmy w ogóle, na czym ma polegać program kabaretowy nawet poszczególne skecze, więc po prostu realizowaliśmy pomysły najbardziej absurdalne. Dzisiaj gdybym zobaczył efekty naszej pracy z tamtego czasu, zdrowo bym się uśmiał. Robiliśmy przecież numery typu: biskup jeżdżący na wrotkach. Tamten kabaret dał mi odwagę robienia wszystkiego po swojemu. Uważam, że komizm to siła, która na przykład w graniu w tragedii bardzo pomaga. Te dwie rzeczy się dopełniają a nie wykluczają. Kabaret dał mi też pewne poczucie smaku komediowego, nauczył mnie odróżniać prawdziwą komedię od zabawiania biesiadnego w bardzo złym guście, które kompletnie mi nie odpowiada i którego nie znoszę.

Skoro jest Pan reżyserem i aktorem, czy zdarzyło się, że grał Pan w swoim spektaklu?

Raz. Całkiem niedawno. W "Postrzale" Ingrid Lausund, który wyreżyserowałem zagrałem rolę jednego z pracowników korporacji. Bałem się tego potwornie i było to też dosyć trudne zadanie. Mam nadzieję, że się udało. Bo z aktorstwem jest tak, że im jest mniej nacisku, tym lepiej wychodzi.

 

 

Tańczyć przez całe życie

Z choreografką, Małgorzatą Haduch rozmawia Agnieszka Szczurek

Czym dla Pani jest teatr?

Sposobem na życie, pasją i fascynacją.

Czy choreografia to reżyseria tańca?

Tak, jak najbardziej to reżyseria tańca.

Dlaczego?

Dlatego że choreograf, podobnie jak reżyser, ma swoich aktorów, czyli tancerzy i przekłada scenariusz na ruch i kompozycję w przestrzeni.

Czy każdy tancerz jest choreografem?

Nie.

Czy z talentem do tańczenia trzeba się urodzić, czy można tę umiejętność wykształcić?

Trzeba mieć do tego predyspozycje, talent lub być tym zafascynowany. Obawiam się, że nie z każdego da się zrobić tancerza, lecz myślę, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy, jak ruch jest blisko człowieka. W naturalny sposób za pomocą ciała wyrażamy siebie. Wiele osób nie wie, że nasze ciało ma nieskończone możliwości, które można wykorzystać w tańcu.

A kiedy Pani zdała sobie sprawę ze swoich umiejętności, z tego, że ciało to nieskończone możliwości?

Od dziecka chciałam tańczyć i fascynował mnie teatr, ale to już tradycyjna historia, natomiast to, że ciało ma nieskończone możliwości to są lata studiów i praktyki i podchodzenia do ciała od strony filozofii ruchu i trochę od strony medytacji, jogi i sztuk walki. Taniec to także nieustanne „studiowanie” energii i próba zrozumienia, jakim jesteśmy niesamowitym kosmosem. Myślę, że ta wiedza przychodzi wraz z doświadczeniem, nadal odkrywam dużo rzeczy i wiem, że jeszcze sporo jest do odkrycia.

W balecie jest granica wieku, około 30 lat, czynnego zajmowania się tańcem, czy w teatrze tańca jest podobnie? Czy można tańczyć przez całe życie?

Nie ma granicy, tańczyć można przez całe życie.

 

"Rozmowa rozpoczęła się dzisiaj"

Z Karoliną Moskal rozmawia Andrzej Chachlowski

Andrzej Chachlowski: Do jakiej z grup Pani należy: scenograficznej, aktorskiej, muzycznej czy dziennikarskiej?

Karolina Moskal: Aktorskiej.

A: Czy wybrała pani tę grupę ze względu na kolegów?

K: Nie, wcześniej nie znałam nikogo.

A:Czy zajęcia aktorskie są dla pani inspirujące, ciekawe?

K: Na pewno jest to ciekawy sposób na spędzenie wakacji, tym bardziej że swoją przyszłośĆ wiąże z aktorstwem, więc jest to tym bardziej fajny początek czegoś ważnego w moim życiu.

A: Czy już chodzi Pani do licealnej szkoły aktorskiej lub studium aktorskiego?

K: Dopiero mam zamiar iść od września.

A: Jakie są Pani pasje?

K: Skończyłam trenować pływanie, którym zajmowałam się 6 lat.

A: To znaczy że zrezygnowała Pani z pływania dla aktorstwa?

K: Myślę, że w pewnym stopniu tak, gdyż aktorstwo jest dla mnie ważniejsze.

A: Czy chodzi Pani do teatru, jak tak, to do jakiego najczęściej?

K: Tak. Najczęściej do Teatru Słowackiego, najbardziej mi się podobają sztuki tam wystawiane. Lubię tamtejszych aktorów i mam po prostu do niego najbliżej

A: Jaki jest pani ulubiony spektakl.

K: "Ziemia obiecana" Wojciecha Kościelniaka

A: Którego aktora najbardziej Pani lubi?

K: Nie mam swojego ulubionego aktora w teatrze, ale ze wszystkich aktorów najbardziej lubię Pawła Małaszyńskiego

A:Dlaczego dziewczyny w Pani wieku lubią zawsze takich aktorów jak on?

K: Mówię tylko za siebie. Osobiście lubię go, bo gra bardzo dobrze, nie wiem czy wszystkie dziewczyny go lubią. Nie prowadziłam badań.

A: Czy widziała Pani na scenie naszego reżysera Dariusza Starczewskiego?

K: Niestety, nie.

A: Czy podczas naszych warsztatów nie zastanawiała się Pani ani razu nad przejściem do innej grupy - scenograficznej, muzycznej, dziennikarskiej?

K: Nie! Bo jak mówiłam wiąże swoją przyszłość z aktorstwem.????

A: Jakie są Pani ulubione gatunki spektaklów teatralnych ?

K: Nie mam swoich ulubionych, w moim wieku wszystko jest jeszcze jakimś nowym doświadczeniem.

A: Czy czuje się Pani bezpiecznie na próbach, kiedy pracuje z wami Pan Dariusz?

K: Tak.

A: To dobrze jak aktor czuje się bezpiecznie, dlaczego?

K: Tak, bo wtedy nie ma żadnej blokady.

A: Jest coś czego nie zrobiłaby Pani na scenie?

K: Nie rozebrałabym się, Ale bluźnierstwa nie stanowią dla mnie żadnego tabu.

A: Czy na scenie staje się Pani kimś innym?

K: Nie jest tak w stu procentach, lecz bardzo się staram, dopiero się uczę, przecież nie jestem profesjonalną aktorką.

A: Czy zamieniłaby Pani reżysera na innego?

K: Nie, przecież dopiero zaczynam z nim pracę, myślę, że jest naprawdę dobrym reżyserem, stosuje bardzo specyficzne metody.

A: Na czym polegają te metody?

K: Nie jest to typowa gra, wcielanie się w bohaterów. Na przykład mamy być na scenie manekinami, przekazywać słowa po prostu sobą. Na próbach wiele osób pyta: "po co?", czemu to robimy, ale ja czuję, że ma to jakiś sens.

A: Nie przeszkadzają Pani zadania których Pani nie rozumie?

K: Nie, bo ufam reżyserowi i choreografce.

A: Jak Pani myśli, dlaczego tytuł naszego spektaklu jest taki a nie inny?

K: Jest to inspirowane filmem "Efekt motyla" i mniej więcej chodzi o to samo.

A: A jak to się łączy z hasłem "Supermarket”?

K: Chodzi nam o dokonywanie słusznych lub niewłaściwych wyborów w życiu.

A: Czy tworzycie zgraną grupę na zajęciach?

K: Tak, gdyż wszyscy są bardzo mili dla siebie, nie ma rywalizacji, wszyscy razem to tworzymy i wspólnie realizujemy nasze pomysły.


^ do góry