Lato w teatrze
Teatr Bagatela
edycja 2013

 

Idea projektu

Lato w teatrze w Bagateli

Prowadzący warsztaty

Patroni medialni i sponsorzy

Strona główna

 

Blog:

10 lipca 2013

Z życia Andrzeja....

- Po co są te tramwaje, skoro nie przyjeżdżają na czas? Nie dojadę na zajęcia choreograficzne. Trudno i tak mam zakwasy, więc po co mam ćwiczyć.
- Kolejne zajęcia dziennikarskie: musiałem poprawić opowiadanie i napisać relacje z poprzedniego dnia
- opowiadam o swoich ulubionych blogach : Jarock, The elder scrolls (w sumie to dawno już na nich nie byłem)
- rozmowa o rodzajach wywiadów i ćwiczenie z wymyślaniem pytań, ale nuda
- jutro idziemy do Gazety Wyborczej: kolejna koszulka :P
- Widziałem artykuł o naszym projekcie i podpisali moim nazwiskiem zdania , które nie ja mówiłem. Powinni się nauczyć odróżniać głos mój od Kasi!!!

Przeczytałem gdzieś zdanie, że powieści science fiction nie są szkołą wyobraźni?

Według mnie jest to bzdura. Wielu autorów sięga w swoich powieściach po elementy fantastyczne, aby pokazać świat, którego nie ma i przenieść czytelnika do innej, niecodziennej rzeczywistości . Właśnie do tego jest potrzebna wyobraźnia. Bo jak opisać rzeczywistość, której nie ma? Trzeba użyć wyobraźni. Jeżeli, ktoś mówi, że powieści science fiction nie uczą nas kreatywności, to nie ma pojęcia o literaturze.


Sztuka czy ból?

Dzisiaj przyszedłem na zajęcia. Dziwie się samemu sobie, że wstałem i przyjechałem tu na 10 rano, po to aby ćwiczyć. Jednak szybko się ożywiłem, bo, Maczo zaczął ściągać mi buty. Szalony, co go obchodzi czy mam buty na nogach czy nie? Nie zdążyłem się zemścić, bo rozpoczęły się etiudy. Chodziliśmy po sali i musieliśmy spadać na ziemię lub ratować osoby, które spadają. Chodziło o to, by sprawdzić swój refleks lub nauczyć się liczyć na siebie, radzić sobie w sytuacjach, kiedy nikt nie pomoże. Potem w kolejnym ćwiczeniu każdy mógł zadecydować, kto będzie lecieć w dół. Miałem nadzieję, że nikt nie powie mojego imienia. Niestety nie udało się, ja też, tak jak reszta musiałem spadać. Potem zostaliśmy podzieleni na grupy. Same dziewczyny, w sumie mi to pasuje. Wymyślaliśmy reguły zabaw, w którą później się bawiliśmy. Było śmiesznie. Biegaliśmy, robiliśmy dziwne figury. W sumie to te zajęcia nie są takie złe. Może przyjdę też jutro.


To zadanie miało na celu "wejść w skórę" Andrzeja i napisać raptularz wczorajszego dnia, polemizować odnośnie tematu: "Powieści science fiction nie są szkołą wyobraźni”"i opis zajęć choreograficznych.

Agnieszka Szczurek

 


Wpis blogowy Patrycji

Dzisiejszym zadaniem było napisanie tekstu blogowego będąc w czyjejś skórze

1. Rano musiałam wstać na ten autobus Jezus, udręka. Od razu po wyjściu z autobusu szybko na zajęcia. Zakwasy jak to wszystko boli. Po tych męczarniach 20 minut przerwy i do Siemachy. Nareszcie można sobie usiąść. Zajęcia o blogu: co to jest? Jak to jest? Z czym to jeść? Po tym rozmowa na temat wywiadów: Jak to robić? Co mówić a czego nie? Na co możesz sobie pozwolić w danej roli? Po zajęciach problemy z Sebastianem. Nie przychodzi w umówione miejsca. Potem Do domu i nareszcie łóóóóóóóżko.

2. Na początku dzisiejszych zajęć choreograficznych temat orientacji, refleksu, kreatywności, improwizacji i elementy czysto ruchowe. Zajęcia o orientacji i refleksji wyglądały następująco; Ktoś mówi, że spada lub ktoś mówi imię ktosia,  który ma zacząć spadać. Naszym zadaniem było chwycenie tej osoby jak w teście na zaufanie. Po tych zajęciach podzielono nas na grupy, w których mieliśmy wymyślić zabawę posiadającą trzy lub cztery reguły. Moja grupa zaprezentowała dwie odmiany berka, w których trzeba się było namęczyć; Pierwsza polegała na prostym uciekaniu przed berkiem, który żeby nas złapać musiał wykonać ruch jakby przekazywał nam energie, żeby taką osobę wybawić trzeba jej było przejść pomiędzy nogami a ona musiała wykonać ruch zapuszczania korzeni. Drugą odmianą berka był pościg na 4 kończynach, a berek musiał nas dotknąć nogą, a tutaj była ciekawsza sprawa z wybawianiem, musieliśmy nad nią przejść na czworakach, a później ona tańczyła makarene, poproszono nas nawet żebyśmy to pokazali jeszcze raz, tak po za tym Andrzej był 2 razy berkiem. Po tym mieliśmy zajęcie na rozluźnienie, mogliśmy tańczyć co nam się żywnie podoba, moja energia mogła nareszcie wyjść na wierzch i pokazałam co umiem. Wszakże wszystko co dobre musi się kiedyś skończyć, więc przyszła przerwa po której poszliśmy do Siemachy.

Czy gry komputerowe są bardziej uzależniające od narkotyków? Osobiście uważam, że nie gdyż z tego co widzę i słyszę to o takich uzależnieniach jak gry komputerowe słyszy się raz na rok lub rzadziej, a o narkotykach trąbią wszędzie i one powodują prawdziwe uzależnienie. Gry komputerowe dają tylko możliwość wyładowania własnej furii i poczucia że ma się nad sobą władzę. Żeby zapobiec nałogowi grania potrzeba łatwiejszej terapii niż w przypadku uzależnienia od narkotyków: ruch, więcej czasu spędzanego z rówieśnikami i hobby lub w ostatecznym przypadku wyłączenie prądu. Gry komputerowe nudzą się po jakimś czasie. Narkotyki wciągają tym że są nielegalne, pozwalają w chwili z ponuraka stać się szczęśliwą osobą, zapomnieć o wszystkim co cię otacza, czuć, że możesz zrobić wszystko. Póki nikt nie zdelegalizował gier.

 

Napisane przez Andrzeja Chachlowskiego

1.Znów przeglądałem bloga jakiegoś szaleńca, który całymi dniami tworzy makiety i maluje figurki wojskowe. Do tego jest nauczycielem. Pewnie historii. Chyba wziąłem za niego pewną odpowiedzialność… chcę uratować Szklarską Porębę przed Apokalipsą. Może jeden wariat sprawdza drugiego?

Młodzież uczęszczająca na zajęcia jest w porzo, chociaż zmusiła mnie do napisania tekstu o szympansie przybywającym na konklawe do Watykanu… Po północy w końcu zjadłem moje ukochane żelki haribo. Poza tym znów musiałem omawiać schemat bloga. Zabrałem córkę do wioski smerfów, którą rozstawiono nad Wisłą. Hmm… Jeden dmuchany smerf, trzy „ziemianki” i jakieś malowanie twarzy. Aaa i pełno kieszonkowców. Aczkolwiek Małej się podobało ;) Jak dla mnie straszna komercha.

2. Znowu powtarzają, że "prasa drukowana umiera". Nie przejąłem się tym zbytnio, ale kiedy dziś wchodząc do autobusu zobaczyłem kilkanaście osób czytających przeróżne dzienniki, postanowiłem obalić tę tezę. Owszem, w dobie komputeryzacji wszystkie informacje możemy znaleźć w Internecie, ponadto mieć je zawsze przy sobie w tabletach czy innego rodzaju smartfonach. Młode osoby porównują gazetę w formie papierowej do gramofonu, mówią, iż jest to zbyt „oldschoolowy gadżet”. Fajnie jest mieć płytę winylową i czasem posłuchać starych kawałków, jednak kto w tej chwili ma gramofon? Z drugiej jednak strony zauważmy, iż samoloty nie zastąpiły pociągów. Ambitne plany względem tworzenia aplikacji, które zastąpiłyby w przyszłości gazety mają głównie ich redaktorzy naczelni, a opłata za prasę byłaby wliczona w abonament internetowy. Zastanawia mnie tylko fakt, kto będzie chciał pisać dla nich zawodowo, gdyż na zwykłych newsach nikt nie zarobi, ponieważ całe ich mnóstwo można znaleźć w Internecie za darmo.

3. "Flying Low" to technika ćwiczona podczas zajęć choreograficznych z Małgorzatą Haduch. Stworzona została przez Davida Zambrano i polega głównie na kontakcie tancerza z podłogą. Pierwszego dnia praktyk nauczyliśmy się techniki „passing through”, która polega na tzw. przechodzeniu przez, co oznacza, że tancerz nie traktuje napotkanej materii jako przeszkody, lecz próbuje znaleźć miejsce, przez które może się prześlizgnąć. Flying Low bazuje na używaniu prostych schematów ruchowych, wyzwalających oddech tempa i uwalniających energię. Metoda ta pozwala efektywniej przenosić się w przestrzeni, utrzymując skoncentrowanie ciała.

Ćwiczenia polegają na tzw. wchodzeniu w ziemię, wpuszczaniu korzeni, i wyzwalaniu energii. Mówiąc bardziej obrazowo tancerz schodzi w dół, oddaje złe emocje ziemi i z powrotem unosi się w górę. Ponadto można pozbyć się złych emocji. Ale żeby nie było tak kolorowo podczas ćwiczeń nabawiłem się niezłych zakwasów i siniaków dzięki bardzo wymownemu wejściu w ziemię.

Wpis blogowy Prowadzącego warsztaty napisany przez Patrycję Mitera


^ do góry