Lato w teatrze
Teatr Bagatela
edycja 2012

Idea projektu

Lato w teatrze w Bagateli

Uczestnicy

Prowadzący warsztaty

Media

Didaskalia

Strona główna

 
Blog
 
16 lipca, poniedziałek

17 lipca, wtorek

18 lipca, środa

19 lipca, czwartek

20 lipca, piątek

21 lipca, sobota

23 lipca, poniedziałek

24 lipca, wtorek

25 lipca, środa

27 lipca, piątek

28 lipca, sobota

Na Facebooku:
 

Zdjęcia: Praca w grupach

Zdjęcia: Promocja spektaklu na ulicach Krakowa

Zdjęcia: Przygotowania i... premiera!

Profil wydarzenia FB - komentarze uczestników i prowadzących

Didaskalia

wiersze, opowiadania, rozmowy nierealne...

 

Jeden niewłaściwy ruch

Siedziałam w parku lekko podłamana, kiedy Adam do mnie podszedł.
- Co się stało? - Jak zawsze kochany, zauważył, że coś jest nie tak. Ale nic mu nie mogę
powiedzieć.
- Nic szczególnego.- odpowiadam i odwracam wzrok.
- Przecież widzę, że coś jest nie tak. Powiedz o co chodzi.
- Mówię ci przecież, że nic szczególnego. Szkoła mnie lekko przytłacza, odkąd Elena leży w
śpiączce w szpitalu. Tu jest tak zimno i ciemno bez niej. Ona była zawsze taka wesoła i
promienna, a teraz leży na tym okropnym metalowym łóżku i nie może nawet nic
powiedzieć.- Łzy zaczęły płynąć mi po policzkach. Przynajmniej znalazłam dobrą wymówkę.
Adam usiadł koło mnie i mocno przytulił.
-Nie martw się. Elena z tego wyjdzie. I nie waż się mówić o niej tak, jakby jej nie było. Jak
się obudzi będzie taka jak kiedyś, albo i lepsza. Nie masz się czym przejmować. A poza tym,
zawsze masz jeszcze Manię, co nie?
- Oczywiście. Bez niej raczej bym sobie nie poradziła. Dominik i Marcin też są kochani, ale
Domi ma problemy z Ewką, a Marcin ostatnio chodzi lekko przybity i nikomu nie chce
powiedzieć, o co mu chodzi. I oczywiście jesteś jeszcze ty.- Mocniej wtuliłam się w jego
ciepłą bluzę.
- Mówię ci, że wszystko się jakoś ułoży. Elena się wybudzi.
- Ale leży bez życia już cztery miesiące!- temat przyjaciółki skutecznie odciągną moją uwagę
od innych, też poważnych, problemów. Adam odsuną się ode mnie i spojrzał mi w oczy.
- Ona się obudzi, rozumiesz? Zabraniam ci myśleć inaczej. A jak jednak pomyślisz, to gorzko
tego pożałujesz. Będziesz musiała zjeść wysokokaloryczną babeczkę z Coffee Haven.-
Wiedział, że jestem na diecie i zgrabnie to wykorzystał. Roześmiałam się. Zawsze umiał
poprawić mi humor.
- Tylko nie to!- Powiedziałam z udawanym przerażeniem. Nagle na nos spadła mi wielka
kropla wody.- Chodź, zaczyna padać. Lepiej się gdzieś schowajmy.
- W takim razie zapraszam cię na dietetyczny soczek w Coffee Haven.
- Tam nie ma takich rzeczy. A poza tym chyba muszę już wracać. Kara wraca dziś z zielonej
szkoły i mama chciała, żebym była w domu.
- To pozwól się przynajmniej odprowadzić.- Zrobił swoją niezawodną minę proszącego
psiaka. Parsknęłam śmiechem.
- Od kiedy ty potrzebujesz mojego pozwolenia? Jasne, że możesz mnie odprowadzić.

********

Po kolacji zamknęłam się w swoim pokoju i zaczęłam płakać. Cicho, tak żeby nikt nie
usłyszał. Była by afera, dlaczego jestem smutna, a nie miałam zamiaru się tłumaczyć.
Płakałam całą noc. Może i nie miałam strasznie dużo problemów, ale nie były też błahe.
Po pierwsze: oczywiście Elena i jej stan. Jest moją przyjaciółką od przedszkola i jeszcze
nigdy nie miałyśmy aż tak długiej przerwy. A teraz, owszem, widzę ją, mogę do niej mówić,
ale to tylko monologi. Niby ludzie w śpiączce czasem słyszą, co się do nich mówi, ale ja
jakoś w to nie wierzę. Jak do niej chodzę, staram się tryskać energią i paplać o głupotach, co
zazwyczaj mi wychodzi.
Drugim, znacznie poważniejszym problemem jest mój były. Norbert należy do jakiegoś gangu
i chciał mnie też w to wkręcić. Ja natomiast cały czas nalegałam, żeby choć spróbował od
nich odejść. Ale dla niego to było niemożliwe. Raz widziałam, jak pobili jakiegoś chłopaka.
Chciałam lecieć od razu na policję, ale Norbert zagroził mi w ich imieniu, że jeśli
komukolwiek powiem, spotka mnie coś znacznie gorszego. Zerwałam z nim, ale on nie może
się z tym pogodzić. Ciągle przychodzi, męczy mnie, wydziera się, że nie mogę z nim nie być,
że zawsze będę do niego należeć. Coraz bardziej się boję. Ale nikomu nie mogę powiedzieć. I
co ja mam zrobić? Przecież jak komuś coś choćby pisnę, to mogę mieć jeszcze gorsze
problemy. Sam Norbert ma wystarczające znajomości.
Zasnęłam nad ranem i nie miałam siły iść do szkoły. Mama zdążyła zobaczyć, że dzieje się
coś niedobrego, ale nie naciskała na mnie. Wiedziała, że jeśli spróbuje coś ze mnie wyciągnąć
na siłę, to tylko jeszcze bardziej zamknę się w sobie. Krótko potem wyszła do pracy. Karolina
też już zniknęła. Sama w domu, z potwornymi problemami. Położyłam się do łóżka, nie
miałam siły nic zrobić. Około dwunastej zadzwoniła Mania, czemu mnie nie ma, potem
Adam, czy chcę zeszyty, czy czegoś nie potrzebuję. Nie? Ale i tak wpadnie, żeby mi
dotrzymać towarzystwa. Na szczęście mamy dziś tylko sześć lekcji. Po godzinie usłyszałam
pukanie do drzwi. Pobiegłam otworzyć. Myślałam, że to Adam lub Mania.
- Jeny, jak ja się dziś nudziłam…- słowa utknęły mi w gardle. W drzwiach stał Norbert.
Chciałam zamknąć drzwi, ale przyblokował je stopą.
- Już się tak nie cieszysz? Myślałaś, że to jedno z tych twoich beznadziejnych, słabych
przyjaciół?
-Wynoś się stąd. Czego ty nadal nie rozumiesz?
- Już ci mówiłem, że mnie się tak łatwo nie pozbędziesz. Bo ja cię kocham. I nie zrezygnuję z
ciebie.
- Jakbyś mnie kochał, to byś mnie tak nie ranił, nie wplątałbyś mnie w ten swój gang i
zrozumiałbyś, że to koniec. To ty to wszystko rozwaliłeś. I nic nie zmieni mojego zdania na
ten temat.
- Nigdy nie mów, że nie zmienisz zdania. Jesteś moja, rozumiesz? - Złapał mnie za
przedramię.
- Auć! To boli. Puść mnie! - Wiedziałam, że jest nieprzewidywalny i bałam się tego, co może
mi zrobić. - Proszę, zostaw mnie. Porozmawiajmy jak normalni, cywilizowani ludzie. -
Chciałam załagodzić sytuację, ale to nic nie dało.
- Nie będziemy tak rozmawiać, bo ty przecież nie zmienisz zdania. I do kogo polecisz się
wypłakać? Do tego chuderlaka? Adama, czy jak mu tam? W czym on jest lepszy ode mnie?
No w czym?! - Ostatnie zdanie krzyknął mi prosto w twarz. Chciałam się cofnąć, ale trzymał
moją rękę w żelaznym uścisku.
- Co tu się dzieje? - Usłyszałam głos, który jednocześnie chciałam i bałam się usłyszeć.
Norbert gwałtownie mnie puścił, aż zatoczyłam się do tyłu. Odwróciłam głowę i zobaczyłam,
że Adam stoi na schodach, lekko pobladły z przerażenia. Dalej mignęła mi ruda czupryna,
którą poznałabym wszędzie. Mania pobiegła zapewne wezwać pomoc. Na szczęście, a może
nieszczęście, Norbert nie widział nic poza Adamem.
- Nie wtrącaj się. To nie twoja sprawa frajerze.
- Chyba jednak moja. Lilka jest moją przyjaciółką i nie mogę stać bezczynnie, jak ktoś się z
nią szamocze.
- Proszę cię, Adam. Idź stąd. On ci może zrobić krzywdę! - Powiedziałam piskliwym głosem.
Spojrzał na mnie i uśmiechną pocieszająco.
- Nie martw się o mnie. Umiem sobie poradzić…- Jego wypowiedź przerwał głośny wybuch
śmiechu Norberta.
- Umiesz sobie poradzić? Ty? Takie dziecko miałoby sobie poradzić ze mną?! - Zaczął się
śmiać jeszcze głośniej. Nie usłyszał syren policyjnych i gdy zobaczył policjantów
wbiegających na piętro ogarnęła go furia. Wyciągną nóż z kieszeni i przyłożył mi go do
gardła.
- Zbliżcie się, a ona zginie.
Policjanci coś krzyczeli, ale nie zwracał na nich uwagi.
- Norbert! Proszę cię, puść mnie. Kochasz mnie, pamiętasz? - Zaczęłam go uspokajać. -
Zależy ci na mnie. Jak będziesz się czuł, jeżeli coś mi zrobisz? Jeżeli mnie skrzywdzisz, już
nigdy mnie przecież nie zobaczysz. Proszę cię, zastaw mnie. Przecież możemy jeszcze raz
spróbować. Może tym razem będzie lepiej. - Nie było to prawdą, ale jeżeli chodzi o życie,
człowiek jest w stanie zrobić
i powiedzieć wszystko. Ale najważniejsze, że zadziałało. Poczułam, że jego uścisk słabnie.
Nóż wypadł z ręki, policjanci od razu skorzystali z okazji i obezwładnili go.
Upadam na ziemię zapłakana. Od razu doskoczył do mnie Adam, po schodach wbiegła
Mania. Adam podniósł mnie i wniósł do mieszkania jak małe dziecko. Posadził mnie na
kanapie, przytulił i zaczął uspokajać. Mania zaczęła rozmawiać z policjantami i opowiadać,
jak to wszystko wyglądało. Chcieli porozmawiać również za mną, ale byłam zbyt przerażona i
nie mogłam wydusić słowa. Adam siedział przy mnie i cały czas szeptał do ucha:
- Jesteś już bezpieczna. Nic ci nie grozi. Nikt cię już nie skrzywdzi.

 


Cele na nowy sezon

rozmowa z Michałem Probierzem, trenerem Wisły Kraków

Patryk Solecki: Jak pierwsze wrażenia z pobytu w Krakowie.


Michał Probierz: Wisła to wielki klub, co widac po klasie, którą pokazali w końcówce tamtego sezonu
oraz w bieżącym okresie przygotowawczym. Jednak coś musiało być nie tak, skoro zmienili trenera.
Mam nadzieje, że uda mi się osiągnąć z Wisłą dużo sukcesów.


P.S.: Jest pan znany z umiejętności radzenia sobie z niesfornymi zawodnikami. Udało się panu
poskromić w Jagielonii Kamila Grosickiego. Czy Małecki (niepotrafiący trzymać języka za zębami) to
duże wyzwanie dla Pana?


M.P.: Mam już doświadczenie z takimi zawodnikami, jednak Małecki to zawodnik bardzo
wymagający. Jacek Bednarz (wiceprezes ds. sportowych ) i reszta zarządu zdecydowali o jego
odejściu już w lutym po jego wybrykach w Lidze Europejskiej.


P.S: Rządził pan klubami żelazną ręką. Czy w Wiśle zamierza pan to kontynuować?


M.P.: Tak, zawodnicy powinni się skupić na grze, dlatego to ja zajmę się takimi rzeczami jak
wybieranie kapitana oraz wykonawców stałych fragmentów gry. Poza tym to dorośli ludzie, więc na
pewno się dogadamy.


P.S.: Jednak polscy trenerzy próbują dostosować nie ustawienie do zawodników, a zawodników do
ustawienia?


M.P.: Nie jestem typem człowieka, który będzie krytykował innych trenerów. Każdy ma swój
sposób. Ja chcę, aby gra sprawiała radość moim chłopakom.


P.S.: Jest pan nazywany obrońcą polskich trenerów. Czy uważa pan, że są oni niedoceniani?


M.P.: Polscy trenerzy nie mają dużo szans pokazania się. Polska piłka przez wiele lat była bardzo
odsunięta od zachodniej Europy.


P.S.: Wielu piłkarzy mówi, że próbują w domu odpocząć od piłki. Czy panu się to udaje?


M.P.: Nie, dla mnie dzień bez piłki to dzień stracony.

P.S.: Jakie ma pan oczekiwania na ten sezon i czego można się spodziewać po Wiśle?


M.P.: Na pewno pomogę młodym zawodnikom. Cel zawsze jest jeden. Chcemy zdobyć mistrzostwo.
Jesteśmy to winni kibicom, ponieważ rozczarowaliśmy ich w poprzednim sezonie.


P.S.: Co pan sądzi o kibicach Wisły?


M.P.: Tu zawsze był dobry doping, mimo że nie było takiego stadionu jak teraz. Trudno się tu grało.
Mam nadzieje, że nasi kibice znów stworzą piekło na R22.

Patryk Solecki

 


Absolutna magia

Teatr to magiczne miejsce, 
Szybciej tutaj bije serce. 
Gdy przechodzisz przez magiczne wrota, 
To milion myśli się w głowie miota. 

W tym magicznym miejscu wszystko współpracuje,
Każdy się tu dobrze czuje. 
W tym czarowanym świecie baśni,
wszystko zaraz się wyjaśni. 

Ola Suder 

Agonia Uczuć

Żyjąc w ciągłym biegu bardzo często nie dostrzegamy rzeczy naprawdę ważnych. Potykamy się o nie, przewracamy, ale potem podnosimy się i biegniemy dalej. Ja też tak żyłam. Leciałam do szkoły, biegiem z niej wracałam, wychodziłam ze znajomymi, robiłam zadania i szłam spać. Na nic nie miałam czasu. Niby wszystko, a jednak nic. Moje życie nie miało żadnego głębszego sensu. Aż do wypadku. Jak zwykle leciałam do szkoły. Już byłam spźniona. Nie obejrzałam się. I TRACH! Uderzył we mnie samochó. Odleciałam na jakieś dziesięć metró. Tak mi móili. Z samego wypadku pamiętam jedynie bó, upadek. Przytomność straciłam dopiero po paru minutach. W tym czasie byłam na wpł świadoma. Wokł mnie zebrał się spory tłumek. Jak zwykle przy jakiejś tragedii. Ktoś chciał mnie ruszyć, ale nie. Mogę mieć przecież uszkodzony kręgosłup. W tle słyszałam już karetkę. Gdy lekarze zaczęli mnie przenosić na nosze, straciłam świadomość już do końca.

Mói się, że ludzie w śpiączce wszystko słyszą. Tak było w moim przypadku. Przytomna nie byłam przez podobno pł roku. Nikt mi nie może jednak powiedzieć, kiedy zaczęłam słyszeć. Już dzień po tym, gdy usłyszałam, jak mama płacze przy moim łżku, umiałam rozrżniać koki, ludzi wchodzących do pokoju. Dominik, Lilka, Mania i Marcin przychodzili do mnie dzień w dzień. Tylko czasem nie było ich dzień czy dwa, bo były jakieś projekty, zadania. Jednak starali się przychodzić przynajmniej na piętnaście minut, czasem w komplecie, czasem osobno. Słuchałam o tym, co się dzieje w szkole, kto z kim i dlaczego. Bardzo dużo mnie omijało, ale nic nie mogłam na to poradzić. Jednak przez cały ten czas mnie nie opuścili. Nie to co Patryk. Owszem odwiedzał mnie. Na początku codziennie, potem raz na trzy dni, a jeszcze pźniej raz na tydzień. Oczywiście nie może się beze mnie obejść.
I oczywiście mnie kocha. To nie podlega dyskusji. Tyle że po jakimś czasie w ogóe przestał do mnie przychodzić. A już po paru tygodniach przyszła do mnie Lilka i powiedziała, że widziała go z inną dziewczyną. Nie ma co, wytrwały chłopak. Można powiedzieć miłość nieśmiertelna. Ale najgorsze w tym całym cyklu było to, że po pierwsze - nie usłyszałam prawdy od niego. Po drugie to - że nie mogłam się normalnie wyżalić i wypłakać Mani i Lilce. Musiałam to wszystko w sobie dusić. Dowiedziałam się, co naprawdę znaczy cierpieć wewnętrznie. Na zewnątrz wciąż byłam taka sama, jednak w środku rozpadłam się na milion kawałeczkó. A moje serce to już w ogóe. Nie do pozbierania. Tak wtedy myślałam.

Ale podczas gdy inni mieli mnótwo spraw, szkołę, pracę, ja miałam mnótwo czasu na przemyślenia. I mnótwo czasu na to, by wymyślić, że nie pozostaje mi nic innego niż śmierć. Zawsze, jak słyszałam, że pielęgniarka wchodzi do pokoju, błagałam, by pomyliła strzykawki z lekiem, żeby coś mi się stało, żeby mó stan się pogorszył. Ale nic z tego. Pielęgniarka zawsze podawała mi lek
z odpowiedniej strzykawki, a mó stan był stabilny, z tego co móił doktor do moich rodzicó. To były najgorsze chwile mojego życia.
Gdy przychodziła Mania albo Lilka ciągle było głośno. Zawsze można się było dowiedzieć czegoś nowego, ale w moim stanie agonii wewnętrznej często to ignorowałam i nie słuchałam, a jeszcze częściej mnie to denerwowało. Były wiecznie takie radosne i optymistycznie nastawione do świata. Tylko ja zgorzkniała. Dominik przychodził, siadał i móił o swoich problemach. Były podobne do moich, więc słuchałam w miarę uważnie. Ktoś w końcu przechodził to samo, co ja. Nie żebym komuś tego życzyła, ale denerwowało mnie to, że wszyscy świetnie się mają, a tylko ja jestem nieszczęśliwa. Przez to, że cały czas zajmowałam się sobą i swoimi problemami, nie zauważyłam, że częściej od innych przychodzi do mnie Marcin. Niewiele móił, po prostu siadał na moim łżku. Czasem, jak już się odzywał, opowiadał mi rżne anegdoty, całkiem ze sobą nie związane. Nie opowiadał ich jednak
w jakiś hałaśliwy sposó, to było tak, jakby wiedział co się ze mną dzieje i nie chciał mnie zamęczać. Nawet o tym nie wiedząc, bardzo mi pomół.

Tośka Oleszek

 

Perkusja mój bit
rozmowa z Robem Bourdonem - perkusistą Linkin Parku

Andrzej Chachlowski: Co Pana nakłoniło do gry na perkusji?
Rob Bourdon: Gdy miałem dziesięć lat zainteresowałem się nią po koncercie Aerosmith. Moja mama zna perkusistę zespołu i dlatego mogliśmy wejść za scenę i zobaczyć cały występ dokładnie.
A.Ch.: Czy ktoś Pana uczył gry na perkusji czy to była nauka domowa?
R.B.: Nauczał mnie ten sam perkusista, któy załatwił nam wejście za scenę czyli - Joey Kramer.
A.Ch.: Czy grał pan na innych instrumentach niż perkusja?
R.B.: Gdy miałem siedem lat uczyłem się gry na pianinie i przydaje mi się do teraz często, gdy nagrywamy piosenki.
A.Ch.: Jaki był Pana pierwszy zespł?
R.B.: Relative Degree, w któym graliśmy głónie utwory rockowe z domieszką hip hopu i rapu, najczęściej graliśmy covery np. „Smells like spirit teen” Nirvany.
A.Ch.: Kiedy Pan dołączył do Linkin Parku?
R.B.:W Linkin Parku jestem od jego początku. Jestem też jednym z założycieli tego zespołu.
A.Ch.: Skąd pomysł na nazwę Linkin Parku.
R.B.: Lubiliśmy z chłopakami przesiadywać na ławkach w Parku Lincolna. Na początek mieliśmy inny pomysły na nazwę zespołu np. Xero, Clear lub Hybrid Theory, ale wszystkie te nazwy były zajęte.
A.Ch.: Jaki album uważa pan za najlepszy?
R.B.: „Meteora” ponieważ wtedy każdy wiedział jeszcze czego chcę i wszyscy robiliśmy to, co na początku.
A.Ch.: „Robiliśmy to, co na początku” to znaczy?
R.B.: To znaczy, że graliśmy metal i każdy z nas był najlepszy w tym, co grał lub śpiewał.
A.Ch.: Zatem życzę panu żeby całe życie mół pan grać tylko to, co lubi najbardziej.

Rozmawiał Andrzej Chachlowski

^ do góry